Srocko Wielkie/Bieczyny
10/11.07.2026 23.07 - 2.15
Thomas - Seestar S50 i SRBC 6x32
Polaris - TS 72APO na AZ GTi
Całe zjawisko zaczynało się jeszcze przed wschodem Księżyca, więc mieliśmy nadzieję na malowniczy widok wschodzących Plejad i Księżyca, ale jednocześnie niezłą zagadkę jaką miejscówkę wybrać. Azymut wschodu 46° sugerował punkt na północ od Poznania i wstępnie wybraliśmy cmentarz w Żydowie. Jednak pogoda miała jak zwykle nieco inne plany i Żydowo stało się nieco ryzykowne ze względu na łachy chmur idące z północnego zachodu. Bezpieczniejsze pogodowo wydawały się miejscówki na południe od Poznania, ale tu był problem z otwartym horyzontem w kierunku NE.
Zrzut koniunkcji ze Stellarium
W piątek odpaliłem mapy i zacząłem szukać miejsca. W końcu zatrzymałem się na lokalnej drodze między Srockiem Wielkim a Bieczynami, od której odbijała droga gruntowa. Miejsce wydawało się spokojne i bezpieczne, ale przede wszystkim miało otwarty widok na NE.
Ruszyliśmy około 22.30. Kiedy zjechaliśmy z eSki na Czempiń, Thomas zorientował się, że to jest jego trasa na Folwark i przestraszył się, że GPS wybrał pomyłkowo Folwark jako cel. Ale okazało się, że jedziemy prawidłowo, a nasza miejscówka jest "po trasie" na Folwark.
Miejsce okazało się bardzo dobre. Okolica cicha, spokojna, ruch znikomy, a co najważniejsze, jak okiem sięgnąć świeciła tylko jedna odległa latarnia, a bliżej było jedynie słabo oświetlone gospodarstwo, praktycznie bez znaczenia. Sama miejscówka warunkami gruntowymi bardzo podobna do Folwarku, zdecydowanie ciemniejsza okolica, zasięg trudno było ocenić bo są jeszcze białe noce, ale jak pobuszowałem lornetką SRBC po Drodze Mlecznej to byłem zachwycony jakością nieba. Na pewno wrażenie potęgowało szerokie pole widzenia lornetki i jej świetne walory optyczne.
Jedyny minus to zasłonięty drzewami widok na dalekie południe tak do połowy wysokości Strzelca, natomiast można podjechać dalej w głąb pola i tam widok na południe powinien być lepszy. Co do widoku na północ, miejsce może sprawdzić się też na wypady zorzowe oraz na obłoki srebrzyste. Zdjęcia dają pogląd na brak lokalnych źródeł LP:

Do wschodu Księżyca mieliśmy jeszcze niemal dwie godziny, więc usiedliśmy sobie jak na pikniku i jedząc paluszki beskidzkie obserwowaliśmy łachy chmur przewalające się po niebie. Z początku było dość ciepło, ale pomimo jedynie słabego wiaterku "delikatnie muskającego łany zboża", bezczynne siedzenie wywołało u mnie wrażenie chłodu. Uratowała mnie dodatkowa bluza z kapturem, którą Thomas miał w samochodzie.
Niestety stało się to, co już dawno przewidziało Prawo Murphy'ego - jak coś może pójść nie tak, to na pewno pójdzie. Wielka łacha napłynęła nad północny horyzont i powoli przesuwała się wzdłuż widnokręgu szczelnie zasłaniając niebo. Oczywiście nad nami niebo było krystalicznie czyste, bo byliśmy w klinie pomiędzy chmurami.
Sprzęty były już dawno rozstawione, więc trzeba było zaryzykować. Chwilę po 1, kiedy Stellarium pokazało mi dodatnią wysokość Księżyca, wycelowałem w niego teleskop i czekałem, aż ściana lasu "ucieknie" w dół pola widzenia. W końcu, w okolicy azymutu pojawienia się Księżyca dostrzegłem słabe pomarańczowe pojaśnienie, które po chwili uzupełnił cienki, północny koniec sierpa Księżyca.

Wschód Księżyca z Seestara
Wschód Księżyca z TS72 z Nikonem D5200
Mogliśmy teraz śledzić położenie Księżyca i mieć nadzieję, że w chmurach pojawią się prześwity. No niestety, pogoda po raz kolejny pokrzyżowała nam szyki i piękne spotkanie wąskiego Księżyca z Plejadami stało się walką o dostrzeżenie czegokolwiek. Około 1.30 Thomas, co chwilę ziewając, stwierdził, że jeszcze 10 minut i wracamy. Ja stałem w ciszy przy teleskopie i czekałem na momenty. Przed 2 niebo się nad nami zlitowało. Thomas zasnął na leżaku i przespał chyba z 20 minut, co pozwoliło nam doczekać większych prześwitów i widoku pięknego sierpa ze światłem popielatym oraz pobliskich gwiazd Plejad. Ja pstrykałem zdjęcia, a Thomas obserwował przez lornetkę. Te ostatnie chwile dały nam pogląd, jak piękne było to zjawisko. Poniżej kilka kadrów, które udało mi się uwiecznić.
Dodatkowo, z 11 klatek udało mi się (choć mało profi) sklecić timelapse mp4:
Jeszcze dwa kadry na sam Księżyc:
Wyjazd można podsumować pozytywnie. Nowa miejscówka, dotlenienie organizmu, miło spędzony czas i ostateczny sukces w uchwyceniu koniunkcji. Takie chwile trzymają człowieka w dobrej kondycji psychicznej. Wracając, podziwialiśmy w prześwitach między chmurami Cieniasa ze światłem popielatym. Ale to były jedynie krótkie chwile. Myślę, że w takich warunkach pogodowych ciężko byłoby wymyślić miejscówkę, która dałaby nam stuprocentową gwarancję czystego nieba. Oceniliśmy, że mogłyby to być okolice pomiędzy Gnieznem a Bydgoszczą, ale już było za późno na zmianę, a sam powrót zająłby zbyt wiele czasu.
W sobotę złapałem jeszcze Księżyc za dnia:
Na koniec chyba najważniejsza informacja dotycząca nowej miejscówki. Dla wszystkich spragnionych emocji typu safari - tu również pojawiła się żyrafa!